Dezinformacja przestała być zjawiskiem marginalnym i nie dotyczy już wyłącznie pojedynczych fake newsów krążących w internecie. Z trzeciej edycji raportu „Dezinformacja oczami Polaków”, przygotowanego przez Fundację Digital Poland w ramach koalicji „Razem przeciw dezinformacji”, wynika, że 77 proc. Polaków zetknęło się z dezinformacją, a 79 proc. uważa, że jej skala w internecie wzrosła w ciągu ostatnich pięciu lat. Co więcej, 75 proc. badanych uznaje dezinformację za poważny problem, a 47 proc. porównuje operacje wpływu do zagrożenia klasycznym atakiem zbrojnym. To wyraźny sygnał, że odporność informacyjna staje się jednym z kluczowych warunków bezpieczeństwa państwa, demokracji i zaufania społecznego.
Jeszcze kilka lat temu o dezinformacji mówiliśmy głównie w kontekście fake newsów, internetowych plotek i fałszywych treści rozpowszechnianych w mediach społecznościowych. Dziś skala i charakter tego zjawiska są znacznie poważniejsze. Dezinformacja stała się narzędziem wpływu, które może osłabiać państwo, pogłębiać społeczne podziały, niszczyć zaufanie do instytucji i oddziaływać na procesy demokratyczne.
Najnowszy raport„Dezinformacja oczami Polaków. Edycja 2026” pokazuje, że Polacy coraz częściej dostrzegają ten systemowy wymiar zagrożenia. Za obszary najbardziej narażone na dezinformację uznają przede wszystkim bezpieczeństwo narodowe, spójność społeczną oraz procesy demokratyczne.
Jednym z najmocniejszych wyników raportu jest skala kontaktu Polaków z fałszywymi narracjami. 91 proc. badanych potwierdziło co najmniej jedną z 30 analizowanych fałszywych informacji, a średni poziom popularności pojedynczego fake newsa wynosi 34 proc. Szczególnie istotna jest grupa osób silnie podatnych na dezinformację: co piąty Polak zgadza się z połową badanych fałszywych teorii, a co dziesiąty z prawie wszystkimi.
Najsilniej rezonują fałszywe informacje dotyczące energetyki, zdrowia, polityki, klimatu i nowych technologii. Wśród najpopularniejszych narracji znalazły się przekonania, że samochody elektryczne zapalają się częściej niż spalinowe, GMO szkodzi człowiekowi, a płatności kartą służą pełnej inwigilacji obywateli.
To pokazuje, że dezinformacja nie działa w próżni. Najczęściej trafia tam, gdzie istnieją społeczne lęki, niepewność, spory polityczne lub brak wystarczającego zaufania do instytucji i ekspertów.
Jak zauważa Patryk Zakrzewski, wiceprezes Stowarzyszenia Demagog:
„Tegoroczne badanie dostarcza bardzo interesujących, a jednocześnie pesymistycznych danych. Wiele spośród analizowanych fałszywych tez jest uznawanych przez respondentów za prawdziwe. Szczególnie niepokoi wzrost błędnych przekonań w obszarach klimatu i zdrowia, który z jednej strony może doprowadzić do mniejszej aktywności społeczeństwa w zakresie przeciwdziałania zmianie klimatu wywołanej działalnością człowieka, z drugiej zaś w dłuższej perspektywie negatywnie wpłynąć na zdrowie publiczne”.
W raporcie zapytano również o to, kto lub co jest postrzegane jako główne źródło dezinformacji w polskiej przestrzeni publicznej. Najczęściej wskazywani są krajowi politycy i partie polityczne, zautomatyzowane boty i trolle AI, a także twórcy internetowi i influencerzy, zwykli internauci oraz pseudonaukowcy i promotorzy medycyny alternatywnej.
To ważny sygnał: społeczeństwo widzi, że dezinformacja jest zjawiskiem rozproszonym. Nie pochodzi wyłącznie z jednego źródła. Jest tworzona i wzmacniana przez politykę, algorytmy, technologię, media społecznościowe, alternatywne kanały informacji i nas samych - gdy bezrefleksyjnie podajemy dalej niesprawdzone treści.
Głównym miejscem kontaktu z fake newsami są dziś media społecznościowe. Wskazuje je 66 proc. osób, które zetknęły się z fałszywymi informacjami. To wyraźny wzrost względem 2024 roku, kiedy wynik wynosił 55 proc. Jednocześnie spada rola telewizji jako miejsca kontaktu z fake newsami - z 53 proc. w 2024 roku do 37 proc. w 2026 roku.
Nowym i szczególnie dynamicznym źródłem ryzyka jest sztuczna inteligencja. Co piąty badany zetknął się z fałszywymi treściami wygenerowanymi przez narzędzia AI, a około 8 na 10 Polaków uważa, że w ostatnich pięciu latach wzrosła skala dezinformacji rozpowszechnianej za pomocą sztucznej inteligencji. Jednocześnie 45 proc. Polaków deklaruje kontakt z deepfake, ale aż 34 proc. nie wie, czy miało z nim styczność.
Ta ostatnia liczba jest szczególnie ważna. Pokazuje, że problemem nie jest tylko istnienie syntetycznych treści, ale także brak pewności, czy potrafimy je rozpoznać. W świecie, w którym obraz, głos i wideo można wygenerować lub zmanipulować w kilka minut, kompetencje rozpoznawania fałszu stają się jedną z podstawowych umiejętności obywatelskich.
Raport pokazuje też ważny paradoks społeczny. 64 proc. Polaków oczekuje działań od platform cyfrowych przeciw dezinformacji, a 57 proc. popiera rządowe ograniczenia fałszywych informacji. Jednocześnie 45 proc. obawia się, że platformy usuwają zbyt dużo treści, a 40 proc. broni wolności słowa nawet wtedy, gdy oznacza to możliwość publikacji fake newsów.
To oznacza, że Polacy nie dzielą się na dwa proste obozy: tych, którzy chcą blokowania treści, i tych, którzy absolutnie bronią pełnej swobody wypowiedzi. Te postawy się przenikają. Chcemy internetu z mniejszą liczbą kłamstw, ale nie chcemy oddać państwu ani platformom pełnej kontroli nad granicami debaty publicznej.
Dlatego odpowiedź na dezinformację musi opierać się nie tylko na moderacji, ale także na transparentności, procedurach odwoławczych, edukacji i jasnych standardach działania platform.
Jak podkreśla dr Michał Boni, prezes Fundacji Digital Poland:
„Z przeprowadzonych badań wynika dosyć powszechna zgoda, by ingerować w fałszywe treści, co szczególnie widać u osób starszych. Polacy uważają, że należy je blokować, ale ze specjalnym wskazaniem roli platform, a mniejszymi możliwościami dla rządu. To pozytywny kierunek rozwoju opinii publicznej”.
Dezinformacja działa nie tylko przez fałszywe treści. Działa także - a często przede wszystkim - przez emocje. 57 proc. Polaków ma wrażenie, że algorytmy mediów społecznościowych częściej pokazują treści wywołujące silne emocje, aby zatrzymać uwagę użytkowników na dłużej. 36 proc. przyznaje, że krzykliwy lub emocjonalny nagłówek wpływa na ocenę wiarygodności informacji, a 21 proc. zdarza się udostępnić, polubić lub skomentować treść pod wpływem emocji, zanim sprawdzi jej wiarygodność.
Najczęściej wykorzystywane emocje to strach i panika, gniew i oburzenie oraz niechęć wobec innych grup. Efektem jest nie tylko większa podatność na manipulację, ale także realne pogłębianie podziałów. 75 proc. Polaków uważa, że społeczeństwo jest dziś bardziej podzielone niż kilka lat temu, a 72 proc. wskazuje, że fake newsy zwiększają napięcia między grupami o różnych poglądach.
Jak wskazuje Magdalena Wilczyńska, dyrektor biura analiz i badań NASK – PIB:
„Odpowiedzialność za ten krajobraz ponoszą platformy online, których algorytmy rekomendacyjne dążą do uzależniania użytkowników od nieskończonego przekazu, a do tego preferują wyświetlanie treści szokujących. Co więcej, przy braku aktywnej moderacji masowa dezinformacja w wielu wypadkach się opłaca”.
Polacy oczekują konkretnych kroków. 73 proc. badanych popiera szybkie usuwanie fake newsów, 73 proc. ograniczanie ich zasięgu, 72 proc. zakaz płatnej promocji oszustw, 72 proc. blokowanie kont regularnie szerzących dezinformację, a 70 proc. graficzne oznaczanie treści dezinformacyjnych.
Od państwa i instytucji publicznych badani oczekują przede wszystkim edukacji medialnej w szkołach, ograniczania botów przez rejestrację użytkowników na bazie prawdziwej tożsamości, wysokich kar finansowych dla platform cyfrowych, ujawniania algorytmów oraz możliwości odwołania się od decyzji platform do niezależnego urzędu.
Jak podkreśla dr Agnieszka Jankowska, dyrektorka departamentu ds. korporacyjnych i public affairs w T-Mobile Polska:
„Wyniki wpisują się w obserwowany w wielu krajach europejskich trend rosnącego społecznego przyzwolenia na aktywną moderację treści, szczególnie gdy dotyczy ona działań ewidentnie szkodliwych lub celowo wprowadzających odbiorców w błąd. Polacy nie oczekują wyłącznie działań represyjnych. Wysokie poparcie dla edukacji medialnej w szkołach oraz eliminacji botów i sztucznych kont wskazuje na potrzebę budowania długoterminowej odporności informacyjnej społeczeństwa”.
Raport pokazuje również, że Polacy dopuszczają wykorzystanie sztucznej inteligencji w mediach, ale głównie jako narzędzia wspierającego pracę człowieka. Tylko 8 proc. badanych czuje się komfortowo z programem informacyjnym prowadzonym przez awatara AI i również tylko 8 proc. z artykułem wygenerowanym oraz opublikowanym przez AI bez nadzoru dziennikarza.
Wobec mediów i dziennikarzy oczekiwania są przede wszystkim jakościowe: weryfikacja faktów przed publikacją, publikowanie sprostowań, rezygnacja z clickbaitowych nagłówków, oddzielanie faktów od opinii oraz oznaczanie użycia AI.
To jasny komunikat: technologia może wspierać media, ale nie zastąpi odpowiedzialności redakcyjnej, standardów zawodowych i zaufania budowanego przez człowieka.
Chociaż 70 proc. Polaków deklaruje, że sprawdza wiarygodność informacji, porównując ją z innymi źródłami, wyspecjalizowane organizacje fact-checkingowe pozostają stosunkowo słabo rozpoznawalne. O takich organizacjach słyszało około 24 proc. Polaków. Najczęściej rozpoznawane są m.in. Demagog, OKO.press,„Sprawdzamy” w TVP Info, fakenews.pl, Konkret24 i NASK.
Polacy najczęściej weryfikują informacje samodzielnie - przez wyszukiwarki, portale ogólnopolskie i oficjalne źródła. To oznacza, że fact-checking powinien być bardziej widoczny dokładnie tam, gdzie obywatele rzeczywiście szukają potwierdzenia informacji.
Wnioski z raportu są jednoznaczne. Dezinformacja jest dziś jednym z najważniejszych wyzwań dla państwa, mediów, platform cyfrowych, szkół, organizacji społecznych i każdego użytkownika internetu. Nie da się jej ograniczyć jednym narzędziem ani jedną decyzją regulacyjną. Potrzebujemy połączenia kilku działań: edukacji medialnej, przejrzystości działania platform, odpowiedzialnej moderacji, silniejszego fact-checkingu, oznaczania treści generowanych przez AI oraz wysokich standardów dziennikarskich.
Podobne obserwacje przedstawia Maia Mazurkiewicz, prezeska Fundacji PZU:
„Z raportu wynika wyraźnie, że społeczne oczekiwanie wobec uporządkowania przestrzeni informacyjnej w Polsce jest dziś bardzo silne. Polacy chcą konkretnych działań, większej odpowiedzialności i współpracy różnych środowisk. Dlatego tak dużą wagę przywiązujemy do inicjatyw, które łączą, a nie dzielą – jak Globalny Pakt Mediów Przeciwko Dezinformacji, który powstał z udziałem największych redakcji świata. W Fundacji PZU wierzymy, że tylko poprzez wspólne standardy, edukację i budowanie kompetencji odbiorców możemy realnie wzmocnić odporność społeczną”.
Dezinformacja nie jest tylko problemem internetu. To test odporności społecznej, jakości debaty publicznej i dojrzałości instytucji. Od tego, jak na ten test odpowiemy, zależy nie tylko bezpieczeństwo informacyjne, ale także jakość demokracji i wzajemnego zaufania w Polsce.
"Dezinformacja oczami Polaków. Edycja 2026" to kontynuacja badań z 2021 i 2024 roku. Raport został wydany przez Fundację Digital Poland w ramach koalicji „Razem przeciw dezinformacji”. Dostępny jest bezpłatnie na stronach fundacji.
Partnerem główny publikacji jest Fundacja PZU i T-Mobile Polska. Partnerami merytorycznymi publikacji są: Konkret24, NASK - Państwowy Instytut Badawczy, Ringier Axel Springer Polska, Stowarzyszenie Demagog, TVN Warner Bros. Discovery, Uniwersytet SWPS. Badanie opinii społecznej na reprezentatywnej grupie Polaków na zlecenie fundacji wykonała firma NielsenIQ w maju 2026 roku.